logo Nasza Szkapa
logo Nasza Szkapa

Forum dyskusyjne

Czat

Szkapowicze

Nasze Szkapy

Nasze Stajnie

Spotkania

Galeria

Poradnik Szkapowy

Kącik artystyczny

Pomóż koniom

Linkownia

Strona główna

Schronisko dla koni "Tara" - poleca Ailusia



Tara... Melancholijne tematy jesienne najwyraźniej nadal się mnie trzymają... Ale jak tu nie napisać o Tarze ? Jest to miejsce, które powstało chyba nie tylko dlatego, że jego właściciele włożyli w nie całe poświęcenie, na jakie można się zdobyć. Mam wrażenie, że powstało ono z ciepłych myśli wszystkich miłośników koni. Bo przecież takie właśnie jest życzenie każdego, kto musi pożegnać się ze swoim końskim przyjacielem: żeby już zawsze mógł biegać po wiecznie zielonej łące.

Byłam wczoraj w Tarze i... i wrażenia miałam niesamowite; jechałam tam z "bagażem" różnych obaw i opinii, które słyszałam (że w Tarze tak dużo koni, że ciężko zapewnić im dobre warunki przy takiej ilości pracy, że jak mają dać sobie radę z taką ilością niepracujących i wymagających opieki koni). Oczywiście nie zdziwiłabym się, gdyby konie nie miały tam warunków lepszych niż znośne. Wiadomo, ich jedyną alternatywą była rzeźnia. Nie są piękne, utalentowane, a wielu ludzi, którym kiedyś na nich zależało, już dawno o nich nie pamięta. A jednak... Nic ze złych rzeczy się nie potwierdziło, Tara zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Wszystkie konie były czyste, te młodsze i zdrowsze - ładnie zaokrąglone, a te zupełnie młode - energiczne i błyszczące. Wprawdzie przyjechałam akurat po słaniu w stajniach, więc nic dziwnego że było czysto i pachnąco, ale miały też inne zalety: każdy koń miał duży boks, w którym mógł się obrócić, każdy miał swoje okienko (więc rzeczywiście są to stajnie w których "można czytać książkę"...). Podściółki dostały nawet więcej, niż konie w stajni w której jeżdżę. Wystarczy powiedzieć, że wszystkie konie są tam naprawdę szczęśliwe; wyczesane, w boksach wypełnionych świeżym sianem i słomą, w jasnych i ciepłych stajniach, na dużych, porośniętych zieloną trawą łąkach...

Widocznie są to zwierzęta, które przyciągnęły do siebie wiele tej "dobrej energii". Z pewnością wiele osób wierzy w "magiczne" właściwości Tary. Przybywają tam pielgrzymki pasjonatów, chcących uczestniczyć w tym niezwykłym przedsięwzięciu. Oczywiście nie zawsze; podczas naszych odwiedzin był jeden wolontariusz.

A teraz - dlaczego tam pojechałam. Moja mama skontaktowała się z panią, która buduje stronę internetową dla Tary; jest to prezent od portalu Gazety Wyborczej. Lada dzień strona powinna ruszyć, i pojawią się tam fotografie które porobiłam wczoraj. Ale może, po znajomości, pokażę Wam niektóre wcześniej Na stronie będzie też o sprzedaży "cegiełek"- podków należących do "Tarzanów" przyozdobionych włosami z grzyw koni uratowanych od rzeźni.

Można by pisać o Tarze i jej niezwykłych koniach, jest to historia przepełniona wzruszającymi momentami, a czasem napawająca bezsilną złością. Ja jednak napiszę o jednym z koni, którego ślady bardzo chciałam tam odnaleźć. Elegant, piękny koń pełnej krwi angielskiej. Najpierw biegał na Partynickim torze wyścigowym. Wtedy go jeszcze nie znałam; zaczęłam na nim jeździć, gdy przeszedł do stajni rekreacyjnej. Było to bardzo dawno temu, miałam najwyżej 12 lat. Pamiętam, że z wiekiem ten złoty kasztan miał już coraz mniej sił. Ale pozwalanie mu na długie, leniwe chodzenie po łące wystarczało; pewnie dlatego, że poza złotą sierścią miał także "złoty" charakter i z pewnością podczas wyścigów już swoje przebiegł... Elegant zachorował. Jeździłam na kulejącym kasztanku w pobliżu jego właścicielki, która zastanawiała się, co z nim dalej zrobić... Gdy w końcu został sprzedany, nie wiedziałam co dalej się z nim stało. Gdzieś przeczytałam historię ujawnioną przez Scarlett, właścicielkę Tary. Mianowicie, Elegant służył do pobierania ogromnych ilości krwi, w Akademii Rolniczej. Nieleczona kulawizna i notoryczne wykrwawianie, tak, że pozostawiano go na granicy życia, wycieńczały go. Aż trafił do Tary. Nie wierzyłam, że takiego pięknego i mądrego konia mógłby spotkać taki los. Ale pamiętałam te rozmowy, gdy Elegant miał zostać sprzedany... Jednocześnie miałam nadzieję, że chodzi o jakiegoś innego konia - i że to naprawdę on i trafił w takie miejsce.

Nie pamiętałabym tej historii po tylu latach gdyby nie to, że jakieś dwa - trzy lata temu poznałam panią, która miała kilka prywatnych koni. Była tam złocista klacz pełnej krwi o imieniu Elegantka... Jej właścicielka powiedziała, że kupiła ją z wrocławskiego toru wyścigów konnych. To rzeczywiście była siostra konia, na którym dawno temu uczyłam się jeździć. Elegantka, delikatniejsza i chyba jeszcze piękniejsza od swojego brata, nie podzieliła jego strasznego losu; wcześniej trafiła w ręce prawdziwej miłośniczki koni. Wczoraj zapytałam właścicieli Tary, czy był u nich taki koń - i okazało się, że moje życzenie się spełniło. Z tego powodu, mimo że to 67-konne stadko jest tylko kroplą w morzu, myślę że i tak warto walczyć o każde końskie życie, które może do niego dołączyć...

Jak powiedziała nam Scarlet, teraz "na tapecie" jest Julia - zasłużona kasztanka. Podobno pracowała u swojego właściciela tak wiele lat, że postanowił zrobić dla niej wyjątek i ją jedną pozostawić przy życiu, nawet gdy nie będzie już można uzyskać od niej nic więcej. Trafiła do Tary i mieszkała tam już tak długo, że do licznego grona jej potomstwa dołączył "przyszywany synek", roczny ogierek, z którym się nie rozstaje. Przyjechała, gdy zachorowała na kaszel i straciła kolejnego źrebaczka, który miał być ostatnim z jej licznego potomstwa. Podobno "ten kto daje i odbiera...." Mimo to, Julia ma 30 grudnia wyruszyć - jak to określił jej właściciel - "na wagę". Chyba że przedtem uda się ją wykupić.

Strona TARY:
http://www.ligon.chorzow.pl/tara/

© 2006 Nasza Szkapa