logo Nasza Szkapa
logo Nasza Szkapa

Forum dyskusyjne

Czat

Szkapowicze

Nasze Szkapy

Nasze Stajnie

Spotkania

Galeria

Poradnik Szkapowy

Dla początkujących

Pytania i odpowiedzi

Tajemnica Join-up

Opracowania

Kącik artystyczny

Pomóż koniom

Linkownia

Strona główna

Metoda Hempflinga by Hadriana




Met:

Aktualnie mam na głowie 3 źrebaki: trzyletnią klaczkę sp, dwuletnią półarabkę i rocznego ogierka SP. Ostatnio strasznie się rozswawoliły... oznaki braku szacunku są czasami wręcz bolesne (np. deptanie po stopach, taranowanie ludzi). Boję się zostawiać z tymi dzikuskami osoby, które czasami pomagają w stajni. Jakoś je opanowuję, chociaż zdaję sobie sprawę, że akutalnie to już igram z ogniem, bo widzę, że jest coraz gorzej. Ich obowiązki ograniczają się do spacerków na kantarkach (ok. 1-2 h). Poza tym całe dnie spędzają na wybiegach. Nie ma w okolicy żadnego 'zaklinacza' ani w ogóle nikogo, kto preferuje przyjaźń z koniem - wszyscy uczą za pomocą bata. Czy powinnam ująć nieco pastwiska maluchom na rzecz wspólnej pracy ? I jak ona powinna wyglądać ? Proszę o ogólne chociaż wskazówki...


Hadriana:

No to Hempfling, jak znalazł, właśnie w ramach tych spacerków :). Nie wiem, czy powinno się próbować z tym maluchem, ale dla obu starszych kobyłek się nada. Dobrze by było, gdybyś miała możliwość z początku spacerować na hali, tam łatwiej im się będzie skupić na Tobie. Zasada jest taka: prowadzimy konia na długim, luźnym uwiązie, idąc wyraźnie przed nim (wg. H. prowadząc konia, jak to się zwykle dzieje, na wysokości jego łopatki/szyi/głowy sygnalizujemy mu, że zajmujemy niższą pozycję w stadzie). Unikamy ciągnięcia za uwiąz - jeśli koń nie chce ruszyć za nami, prosimy jakiegoś pomocnika, który będzie miał za zadanie go popędzać od tyłu. Jeżeli spryciarz nas wyprzedza, natychmiast zawracamy i w ten sposób znów jesteśmy z przodu. Ważne, aby cały czas być skupionym na koniu i obserwować go kątem oka. Mozna zacząć od chodzenia tyłem, czyli przodem do konia :) i próbować zatrzymań - idziesz żwawym krokiem do przodu i nagle robisz jeden energiczny, wyraźnie zaakcentowany krok naprzód i stajesz bez ruchu. Jeśli koń się nie zatrzyma, możesz pomóc sobie machając za plecami batem ujeżdżeniowym. Jeśli to również nie pomoże, zrób z siebie małpę :) - tańcz, podskakuj i w ogóle zachowuj się dziwnie. Większość koni stanie chociażby z czystego zdziwienia. Jedna taka akcja powinna wystarczyć, żeby zaczęły bardziej na Ciebie uważać. A jak już będziecie stać, to postaraj się o jakieś 10 sekund całkowitego bezruchu. No i tak można sobie poćwiczyć z 25 - 30 minut dziennie. U mojej kobyłki, która była okropnym czołgusiem i nie odróżniała mnie od podłoża, zadziałało piorunem. Na trzeci dzień zatrzymywała się natychmiast, kiedy ja się zatrzymałam i nauczyła się też zostawać na miejscu, dopóki jej nie zawołałam do siebie. A jesli Hempfling nie pomoże, to może Linda Tellington-Jones ? Spacery z batem ujeżdżeniowym, który stanowi ogranicznik i wskazuje koniowi kierunek. Wiem, że to uczenie za pomocą bata :), ale jedynie w roli pomocy naukowej, która nie zbliża się do ucznia bardziej niż na odległość 20-30 centymetrów. Pomaga u koni, które bardzo prą do przodu i nie respektują Twojej "przestrzeni zyciowej", bo może po prostu nie są jej świadome.

Uff, ale się rozpisałam. A to dopiero wierzchołek góry lodowej...



Ciąg dalszy góry lodowej, czyli dalsze infomacje nt. metody Hempflinga, przetłumaczone przez Hadrianę



PODSTAWA


Prowadzenie konia

Prowadzenie konia w naszym kręgu kulturowym służy z reguły wyłącznie do przemieszczenia go z jednego miejsca na drugie. I nierzadko pojawiają się wątpliwości, kto tu właściwie kogo prowadzi. W rzeczywistości ta prosta czynność to jedna z najważniejszych, najbardziej fundamentalnych części szkolenia. (...) Tylko w tej fazie można należycie wykształcić i utrwalić dominację człowieka w połączeniu z zaufaniem i odwagą u konia.


KOŁO POZYCJI

Jestem często konfrontowany - także podczas moich kursów i szkoleń - z bardzo trudnymi, po części nawet niebezpiecznymi zwierzętami. Podobnie jak u młodych dzikich ogierów potrzeba mi góra kilku minut, żeby z dzikiego albo "zdziczałego" konia uczynić potulną owieczkę. Rzecz jasna, nie sprawiając mu w żaden sposób bólu. Niestety, musiałem udowadniać to niezliczoną ilość razy. Widzowie, przede wszystkim właściciele koni, o jakich mowa, wierzą potem w jakieś siły magiczne, bo podczas całej akcji nie dostrzegają właściwie niczego... Oczywiście, w tej pracy łączy się wiele czynników. Szereg z nich opisuję w tej książce. Najważniejszym jednak aspektem jest uwzględnienie czegoś, co nazywam "kołem pozycji". Co to oznacza ? Prowadząc konia na uwiązie, mogę znaleźć się w dowolnym punkcie koła przedstawionego na rysunku. Jednak każdy z tych punktów ma inne znaczenie. Z grubsza można podzielić takie koło na trzy strefy:




Strefa 1 to obszar największej dominacji, największej władzy nad koniem. To pozycja, którą klacz matka przyjmuje prowadząc źrebaka. Jednocześnie odbiera ona koniowi całkowicie samodzielność.

STREFA 1:
- największa dominacja
- minimalna samodzielność konia
- brak możliwości rozwinięcia odpowiedzialności za siebie i odwagi w działaniu u konia.


Miejsce w strefie 2 zajmuje zwierzę niższe rangą w hierarchii stada. To najsłabsza pozycja z możliwych, jeśli chodzi o dominację. Gdy osoba prowadząca znajduje się w tym obszarze, sygnalizuje tym samym koniowi, że mu się poddaje, że jest słabsza. Dziwnym trafem to pozycja, którą się u nas najczęściej widuje... Tak więc:

STREFA 2:
- najmniejsza dominacja
- ograniczona możliwość rozwinięcia samodzielności u konia
- ograniczona możliwość rozwinięcia odpowiedzialności za siebie i odwagi w działaniu u konia.

Czas na ostatni kawałek tortu z naszego rysunku. W strefie 3 mogą przebywać zarówno zwierzęta niższe rangą, jak i te usytuowane wyżej w hierarchii stada. Zwierzę o wysokiej pozycji czy na przykład ogier przewodzący stadu posiada, dzięki swojej osobowości, stosunkowo dużą dominację także i w tym obszarze. Jeśli my, po ćwiczeniach przygotowawczych, zajmiemy to miejsce, możemy z niego doprowadzić naszego podopiecznego do najwyższej samodzielności i największej odwagi. Pozycję tę znamy także z pracy na długiej wodzy. Jest optymalna, by szkolić konia z ręki, by go poprowadzić, kierować jego rozwojem i wspierać go. Proszę jednak pamiętać, że przejście do tej pozycji musi zostać poprzedzone bardzo obszernymi ćwiczeniami wstępnymi !

Później, kiedy przejdziemy do ćwiczeń wyższej szkoły, piafu i pasażu, praca w tej pozycji będzie absolutnie konieczna.


STREFA 3:
- średnia dominacja
- optymalna możliwość rozwinięcia samodzielności u konia
- optymalna możliwość rozwinięcia odpowiedzialności za siebie i odwagi w działaniu u konia.


Nasze narzędzia pracy na początek:

Na początku nie potrzebujemy wiele - ale tych kilka rzeczy powinno być funkcjonalne i dopasowane. Konieczne będą:

1. Giętki, ale mocny uwiąz o długości ok. 4 - 6 m.

2. Możliwie lekki, dobrze leżący kantar.

3. Długi, dobry bat ujeżdżeniowy, umożliwiający precyzyjny, ale stabilny dotyk. Jakość bata odgrywa w naszej pracy dużą rolę, jako że stanowi on przedłużenie ręki i musi oddziaływać równie delikatnie i precyzyjnie jak końce palców. Nigdy nie używamy bata w celu ukarania konia - straciłby całkowicie wartość dla naszej pracy.

4. "Uliczka" z taśmy. Taśma foliowa jest uniwersalną pomocą do pracy z końmi. Można odgrodzić nią każdy pożądany obszar oraz budować zaułki, uliczki i zakręty. Nasza ulica jest szeroka na ok. 4 - 5 m i długa na 20. Służy nam do wielu ćwiczeń.

5. Picadero. Stanowi coś wyjątkowego i poświęcimy mu nieco więcej miejsca. Historia tej "końskiej świątyni" sięga bardzo daleko w przeszłość. (...) To w gruncie rzeczy mała, kwadratowa hala o wymiarach (wewnątrz) 10,75 x 10,75 m, co oznacza, że konie poruszają się na śladzie w kształcie kwadratu o boku dł. 10 m. Co ciekawe, wymiary te są idealne dla wszystkich ras koni, od kuców po duże konie gorącokrwiste. Picadero może być oczywiście równie dobrze odkrytą ujeżdżalnią. Materiał, z jakiego wykonamy ogrodzenie, nie odgrywa praktycznie żadnej roli, ważne jest tylko, by możliwie dokładnie zachować potrzebne wymiary. W takim picadero można kształcić konie do wyższej szkoły włącznie.

6. Bat do lonżowania, stosunkowo krótki. Z mojego doświadczenia wynika, że bardzo dobrze sprawdzają się różne baty do powożenia.


Ze stylu western znamy roundpen, spełniający rolę podobną do picadero. Jest skonstruowany na planie koła, którego średnica z reguły również wynosi 10 m. Chciałbym jednak ostrzec przed używaniem roundpenu - nie jest w połowie tak użyteczny jak picadero. Przyczyny tego są bardzo proste: idea picadero została przyniesiona do Ameryki przez hiszpańskich konkwistadorów. Tam zaobserwowano, że z koniem pracuje się w kwadracie - ale przecież i tak poruszał się po okręgu. A w dodatku niektóre co bardziej uparte zatrzymywały się w kącie - więc lepiej od razu zbudować okrągły wybieg ! Na pierwszy rzut oka to się zgadza - ale czy również na drugi ? Kiedy bliżej przyjrzymy się domniemanemu okręgowi, zauważymy, że to w rzeczywistości zaokrąglony czworobok. Opisywana automatycznie przez konia figura zmusza go, by ciągle zmieniał zgięcie i w ten sposób bezustannie był gimnastykowany. Inny ważny aspekt: My, ludzie, przebywamy z reguły w kanciastych - czworokątnych - pomieszczeniach. Długi pobyt w okrągłych pomieszczeniach prowadzi do dezorientacji przestrzennej, a nawet choroby. Podobnie rzecz ma się ze zwierzętami. I trzeci punkt: miejsce, jakie zajmiemy w picadero, będzie się bardzo często zmieniać, zgodnie z kryteriami, które omówimy później. Tylko w ten sposób zadośćuczynimy wymaganiom naszej pracy. W roundpenie nie byłoby to możliwe. Tak więc: chociaż nasze konie poruszają się wewnątrz picadero prawie po okręgu, ogrodzenie powinno być w każdym wypadku kwadratowe.


TAJEMNICA PARADY

Właściwe zatrzymanie konia jest dla mnie kluczowym punktem całej pracy. W chwili, kiedy uda mi się właściwie wykonać paradę, będę również w stanie zebrać konia bez mechanicznego użycia wodzy. Zebrać, nie hamując. Nie utrata energii, ale przemiana energii. Oto zaczyna się taniec !

Każdy człowiek, mający do czynienia z końmi, zna pojęcia pełnej i półparady. Kiedy jednak spytać, co dokładnie oznaczają i jak właściwie przeprowadzić to, co mają oznaczać, brakuje mi zadowalającej odpowiedzi.Pełna parada, półparada - co mówią laicy, a co zawodowcy ?

Laik:
Pełna parada = mocno pociągnąć za wodze!
Półparada = trochę słabiej pociągnąć za wodze!

Zawodowcy, tak jak ja ich pojmuję:
Pełna parada = zatrzymać konia napędzając go napinaniem krzyża i aktywną łydką na powstrzymujące wodze.
Półparada = koń skraca chód przy jednoczesnym zebraniu, co osiąga się przez lżejsze zastosowanie wyżej opisanych pomocy.

No dobrze - jakkolwiek rozumieć napinanie krzyża i aktywną łydkę, pewnym jest, że wodze są konieczne, nawet jeśli w idealnym wypadku nie ciągnę za nie, żeby przeprowadzić paradę. Krzyż i łydka są również uruchamiane, żeby "dodać gazu". Wówczas jednak, o ile dobrze zrozumiałem, zostawiam luz na wodzy, i mój koń włącza dopalacze. Tak więc gaz i hamulec połączone są z tymi samymi pomocami, tyle że w jednym wypadku zostawiam rękę, w drugim trochę oddaję - ale tylko trochę, żeby nie zrezygnować z zebrania. Jeżeli wszystko dobrze zrozumiałem, to również zawodowcy zatrzymują konia wyłącznie za pomocą wodzy, skoro sposób ich użycia stanowi jedyną różnicę w pomocach używanych do zatrzymywania i dodawania gazu. A jeżdżący dla przyjemności i jeźdźcy western? U większości amatorów jeżdżących "bez użycia wodzy" zwykle kończy to się tak, że marzenie o luźnej wodzy przerywają chwile, gdy trzeba zatrzymać konia. U niektórych dobrych jeźdźców western można zobaczyć perfekcyjne zatrzymania z pełnego galopu, ze zwisającą luźno wodzą. Używają łydek, miednicy i ciężaru tułowia, przenoszonego nie do tyłu, ale wręcz przeciwnie lekko do przodu. Jeżeli odnosimy wrażenie, że odchylają tułów do tyłu, wynika to z faktu, że koń bardzo głęboko podstawia zad, uginając tylne kończyny, i znajduje się w niezwykle ukośnym położeniu. Ta wspaniała umiejętność nie jest, niestety - z mojego punktu widzenia - wykorzystywana w celu zebrania konia w dalszych etapach szkolenia.

Konie na swobodzie, bez siodła i jeźdźca, zatrzymują się zawsze w równowadze, podstawiając tylne nogi pod kłodę. Kiedy przywódca stada nakaże mu się zatrzymać, wszystkie konie również zatrzymują się na zadzie. Gdybym użył tej samej komendy przeniesionej na język mojego ciała, mój koń zatrzymałby się w ten sam sposób, nie ucząc się tego wcześniej. Czy ten sygnał ogiera przewodzącego stadu można przenieść na jazdę konną ? Gdyby tak było, dysponowalibyśmy wspaniałym środkiem do wykonania parady bez użycia wodzy. I to parady w równowadze, na podstawionym zadzie ! I jeszcze coś ważnego - jeśli mogę przez pełną paradę doprowadzić konia do zatrzymania w zebraniu bez użycia wodzy, mogę w konsekwencji również wypracować półparadę - nie używając wodzy - prowadzącą do skrócenia chodu, zebrania i podniesienia przodu. Najważniejszym elementem prowadzącym do jazdy w zebraniu na luźnej wodzy jest wykonana w taki sposób parada i półparada. Z niej, z pomocą wielu ćwiczeń towarzyszących, rozwiniemy krok po kroku faktyczne zebranie bez utraty impulsu.


Spójrzmy najpierw, jak pracując z koniem z ziemi, naśladując naturę, możemy uzyskać zatrzymanie w zebraniu.


Parada i półparada w pracy z ziemi

Jak już mówiliśmy, koń jest przede wszystkim długodystansowcem, zwierzęciem, które dzięki swojej wytrzymałości i trwałej równowadze jest w stanie poruszać się spokojnym tempem przez wiele godzin. Sygnały ogiera - przywódcy następują w jakiejś sytuacji wykraczającej poza normę, co oznacza, że stanowią nagły impuls - poniekąd chwilową przerwę w poza tym jednostajnym ruchu. Oprócz tego takie zwierzę alfa wykorzystuje fakt, że konie na wolności uczą się wyłącznie przez obserwację i naśladownictwo, czemu odpowiada ich zachowanie wewnątrz grupy.Rzeczywiście zdarza się na przykład, że pewnym wybranym młodym ogierom wolno zbliżyć się do przywódcy w takim stopniu, w jakim nie wolno tego zrobić innym koniom stojącym wysoko w hierarchii stada. Takiego "utalentowanego" i uprzywilejowanego młodego ogiera "stary" bierze pod skrzydła, żeby go wykształcić - "wiedząc", że któregoś dnia zostanie przez niego pokonany, może nawet wypędzony ze stada. Kształcenie tego rodzaju następuje wyłącznie przez prowokację i naśladownictwo, wedle zasady: a teraz zrób, to co ja ! Ta forma "działania przez naśladownictwo" jest tak mocno zakorzeniona w końskiej naturze, że przywódca jest w stanie przez nagłe zatrzymanie się zastopować natychmiast całe stado dzikich koni. Trudno mi opisać zdziwienie większości moich kursantów, kiedy za pomocą tak prostych środków zyskuję kontrolę nad ich końmi.

Proszę zabrać się do dzieła bez uprzedzeń i wypróbować po prostu metodę, którą opisuję. Jeśli użyjemy jej dokładnie w ten sposób, będziemy zaskoczeni osiągniętym sukcesem. Sygnał do zatrzymania w pracy z ziemi wygląda następująco: z płynnego ruchu naprzód demonstrujemy koniowi w formie impulsu podstawienie zadu i następujące po nim konsekwentne stanie bez ruchu.To znaczy, że koniarz "skacze" z ruchu naprzód do pozycji przypominającej rodzaj lekkiego przysiadu i natychmiast pozostaje bez ruchu w tej pozycji ! To ostatnie zdaje się być wyjątkowo trudne dla wielu ludzi, jak pokazują doświadczenia z moich kursów. Ten sygnał sprowokuje praktycznie każdego konia do zatrzymania się w miejscu, i to w zebraniu na podstawionym zadzie. Z początku dosyć wyraźny sygnał będzie za każdym razem redukowany, aż do chwili, kiedy lekkie, prawie niezauważalne drgnięcie bioder wystarczy, żeby nawet najbardziej rozpędzonego konia sprowokować do widowiskowego zatrzymania się.

Żeby w taki sam sposób osiągnąć przejście z kłusa do stępa, należy również zasygnalizować przysiad obniżając biodra, po czym iść spokojnym krokiem dalej. Kiedy z czasem rozwiniecie wyczucie, wystarczy minimalna zwłoka, żeby nie używając żadnych innych środków zebrać konia z ziemi i skrócić jego chód. To naprawdę fantastyczna sprawa - proszę mi wybaczyć, że się przez chwilę rozmarzę. Ale gdy będzie wam dane oglądać, jak konie się zmieniają, jak stają się uważne, bardziej okrągłe, krótsze, piękniejsze, jak w końcu - wyłącznie za sprawą pracy z ziemi - przechodzą stopniowo do kłusa szkolnego o wyraźnej kadencji i wyrazistego, skróconego galopu o zaznaczonych początkach zebrania, zrozumiecie mój zachwyt. Każda parada wykonana w ten prosty sposób oddziaływuje zawsze na zad, koń w każdej chwili pozostaje w równowadze, bo nie ma niczego, co mogłoby zakłócić harmonię ruchów. Nieco później, gdy przejdziemy do pracy w picadero, wyjaśnimy dokładnie te sprawy w kontekście całego szkolenia. Ale na razie powróćmy do początków, do praktyki prowadzenia konia i pierwszych zatrzymań z dominacyjnych pozycji przy prowadzeniu.


Trzy pozycje dominacyjne przy prowadzeniu konia

Proszę nie używać do tej pracy żadnych środków poza opisanymi !

Opisane w tym rozdziale ćwiczenia i wskazówki mają za zadanie udostępnić nam system, który w krótkim czasie zapewni nam bardzo dużą władzę nad koniem, aż do punktu, w którym uzyskamy jego pełne zaufanie, a jednocześnie nieprzerwane, pełne radości i dumy oddanie. Oto szczegółowy opis trzech pozycji używanych do prowadzenia konia. Wszystkie znajdują się w pierwszej strefie koła pozycji.


Pozycja 1:

Stajemy przodem do konia w odległości od 1 do 3 m. Minimalny odstęp nigdy nie powinien wynosić mniej niż 1 m ! Prawą i lewą ręką chwytamy uwiąz tak, by w razie potrzeby można było bardzo szeroko rozpostrzeć ramiona. W ręce trzymającej koniec uwiązu należy przynajmniej podczas pierwszych dwóch - trzech lekcji trzymać bat. Ma on służyć jedynie do wzmocnienia języka ciała! Nigdy nie wolno używać go do wymierzania kary !


Pozycja 2:

Uwiąz trzymamy jak w pozycji 1, zmienia się tylko nasze położenie względem konia - patrz zdjęcie. Także i tu nie wolno przekroczyć minimalnego odstępu 1 m do głowy konia. Ręka prowadząca znajduje się daleko za ciałem, tworząc coś w rodzaju muru, szybko akceptowanego przez konia. Proszę zwrócić szczególną uwagę na ten punkt, i poprosić kogoś o kontrolowanie i korektę. Zawsze należy obserwować konia, nigdy nie leźć tak po prostu przed siebie - to natychmiast przerwie cienką nić komunikacji z koniem. Omawiane tu rzeczy wydają się być drobnymi szczegółami, ale to właśnie te drobne, subtelne niuanse tworzą fundament, na którego podstawie bez trudu zbudujemy wszystko inne. Jak nauczyć konia reakcji na najsubtelniejsze, niemal wyłącznie "pomyślane" pomoce, jeśli poza tym ciągle go popychamy i przeciągamy ? Jak kierować koniem bez silnego oddziaływania wodzami, jeśli nie nauczył się przez pracę z ręki reagować na najmniejsze sygnały ? Tylko wtedy rzeczywiście dominujemy nad koniem, jeżeli podąża za nami bez sięgania do jakichkolwiek środków przymusu, kiedykolwiek i dokądkolwiek zechcemy ! Z własnej woli i z radością !


Pozycja 3:

To ostateczna pozycja, używana do prowadzenia konia z lewej i prawej strony. Sposób trzymania uwiązu - zwisającego całkiem luźno - pozostaje ten sam. Także w tej pozycji należy cały czas obserwować konia kątem oka i trzymać rękę prowadzącą z tyłu. Nozdrza konia powinny znajdować się przez cały czas w jej pobliżu ! W żadnym wypadku nie wolno mu wyjść poza nią, ponieważ tym samym zepchnąłby prowadzącego na drugą strefę koła pozycji - tą właśnie, w której nasza dominacja jest najsłabsza.


Praca w dwie osoby

Wyszkolenie konia bez pomocy jakiegoś miłego bliźniego jest bardzo trudne. Aż do ćwiczeń z wyższej szkoły powinno się przeprowadzać wiele etapów szkolenia we dwójkę, razem z pomocnikiem. Taki rodzaj pracy nie tylko ułatwia i skraca długą drogę solidnego wyszkolenia, ale zapewnia również kontrolę, z której nigdy nie powinniśmy rezygnować. Oczywiście nie mówię tutaj o miłych godzinach, które spędzamy sam na sam z koniem wśród pól i lasów - tylko o ścisłej pracy, zwłaszcza przy wprowadzaniu nowych ćwiczeń.

Zaczynamy...
...bardzo powoli ! Proszę spojrzeć na następne zdjęcia. Powiedzą więcej, niż ja jestem w stanie opisać.

Dwoje dorosłych udających jeźdźca i konia, to może się wydawać głupim i niedorzecznym zajęciem, ale jest wyjątkowo pomocne - i chroni nerwy naszych koni. Powtarzajcie ćwiczenia z pomocnikiem, tak długo, aż wszystkie ruchy staną się oczywiste. W końcu chodzi o język, który jest zrozumiały dla konia, ale którego my dopiero musimy się nauczyć.

Zasada jest bardzo prosta. Kiedy jedziemy samochodem i chcemy coś przekazać innemu kierowcy, posługujemy się prostymi i jasnymi gestami. Te ruchy wcale nie różnią się tak bardzo od tych, których będziemy używać w pracy z końmi. Ale jeszcze bliższa tym ostatnim jest gra ciała, którą znamy z tańców ludowych i dworskich. Tańczyć z końmi - to nie jest odległy wymysł, to coś, co rozpoczyna się w pierwszych chwilach bycia z koniem i towarzyszy nam aż do najwyższej szkoły jazdy. Tańczyć z końmi - do tego trzeba dwojga. I każdy z partnerów musi odtańczyć swoje, musi znać swoje kroki, utrzymywać rytm i poruszać się z gracją. Chcieć tańczyć z końmi znaczy chcieć nauczyć się tańczyć ! Teraz jeszcze raz to samo z koniem. Te ćwiczenia mogą się wydać niektórym niegodne uwagi - ale proszę mi wierzyć: nie są łatwe, a właściwie wykonane stanowią o fundamentalnym, trwałym sukcesie.

Pomocnik uzbrojony w bat do dawania sygnałów zajmuje miejsce za koniem, któremu, poprzez mowę ciała, nakazujemy ruszyć za nami (patrz zdjęcia). Zwykle koń wykona polecenie. Jeśli nie, proszę nie ciągnąć za uwiąz. Powinien on przez cały czas luźno zwisać. Przez sygnalizowanie batem lub cmoknięcie pomocnik egzekwuje nasze żądanie. Idziemy prosto na plac ćwiczeń, uważając, by odległość do konia pozostawała niezmieniona. To znaczy: jeżeli koń przysypia i nie idzie za nami, pomocnik wkracza do akcji, zanim uwiąz zdąży się napiąć. Prawdopodobniejszy jest odwrotny przypadek: koń nas dogania, wyprzedza, być może nawet próbuje "przejść po nas" - i właśnie temu musimy bezwzględnie zapobiec ! Już przy pierwszych oznakach takiego zachowania (demonstracji jego władzy, całkowitego ignorowania naszej osoby) stosujemy wszystkie dostępne środki mowy ciała.

Co to oznacza ? Najpierw grożącym ruchem podnosimy rękę - bez skutku ? Teraz wyraźnie wprawiamy w ruch trzymany za plecami bat - nie pomaga ? Wobec tego wykonujemy małpi taniec, jakiego naszemu koniowi nie zdarzyło się oglądać - aż do skutku! Koń będzie zdziwiony, zdezorientowany, przestraszony, albo po prostu umrze ze śmiechu - ale w końcu zwolni albo nawet się zatrzyma. Wygraliśmy! Malutki, ale ważny pierwszy szczebelek na drabinie dominacji. Bo kiedy nasz koń już przestanie się śmiać, pojawi się coś bardzo ważnego: szacunek ! Jeśli dotarliśmy już do placu, przechodzimy w ten sam sposób dwie - trzy rundki. Mówienie ograniczamy do rzeczy absolutnie koniecznych, cały czas obserwujemy konia i idziemy szybko i płynnie, dumnym, mocnym krokiem! Nasz pomocnik tylko wtedy włącza się do akcji oszczędnymi, wspierającymi gestami, jeśli koń przestaje żwawo podążać za nami. Dwa - trzy razy zatrzymujemy konia, używając opisanego wcześniej sygnału (lekko unosimy dłoń, wykonujemy jeden impulsywny kroczek w stronę konia, z lekko zaznaczonym "przysiadem"). Kiedy uda nam się w ten sposób zatrzymać konia, pozostajemy bez ruchu - czynimy to, czego oczekujemy od konia ! Ruszając ponownie dajemy znów wyraźny sygnał. Następnie prowadzimy konia do stajni, w ten sposób kończąc ćwiczenie. Całość trwała tylko kilkanaście minut, ale konsekwencji dla stosunków między koniem a człowiekiem nie sposób przecenić.

Ważne: nie gwałtowność ruchów, ale ich stanowcze i wyraźne wykonanie mające charakter impulsu jest decydujące. W rzeczywistości nawet u nerwowych, upartych czy zdziczałych koni wystarczają mi minimalne gesty, by się porozumieć i wyegzekwować moje żądania. Decydująca jest wola, pewność siebie i to, jak się prezentujemy. Ale to wszystko kwestia doświadczenia i praktyki - ważnym jest na początku, by w ogóle zostać zrozumianym i uzyskać posłuszeństwo. Prócz tego: powtarzam to jeszcze raz, bo to naprawdę ważne: po sygnale do zatrzymania stoimy jak wryci! Nic, nawet powieka, nie ma prawa drgnąć. Odliczamy w myśli 7 - 10 sekund, stojąc absolutnie bez ruchu. Jeśli to dla konia zbyt długi czas - co nawet podczas pierwszych ćwiczeń rzadko się zdarza - i spróbuje ruszyć sam, dajemy mu ponowny sygnał do zatrzymania i "kamieniejemy" ponownie. Konsekwentne zastosowanie tej reguły jest bardzo istotne dla osiągnięcia powodzenia. Zobaczymy, że i nasz koń stoi jak wrośnięty w podłoże, i zobaczymy też, jak trudne jest i ile koncentracji wymaga stanie bez ruchu przez 7 - 10 sekund. Po upływie tego czasu powoli przyjmujemy normalną, wygodną pozycję i spokojnie kontynuujemy pracę. Dość słów - wszystko inne na zdjęciach.


Od sygnału do pochwały: Dać sygnał - wzmocnić - pochwalić

Następny ważny fragment naszej barwnej mozaiki: istotne jest nie tylko to, żeby koń nas zrozumiał, ale również, żeby przełożył informację na działanie. To nie zawsze jest oczywiste. Jeśli koń nie reaguje w oczekiwany sposób, może to wynikać z trzech różnych przyczyn: nie rozumie, nie chce lub nie może. Będąc koniarzem trzeba umieć te rzeczy bardzo dokładnie rozróżniać, żeby odpowiedzieć we właściwy sposób. Dwie rzeczy sprawiają zazwyczaj szczególną trudność moim kursantom. Po pierwsze, prawdziwa koncentracja i zdyscyplinowanie w pracy z końmi, po drugie - pochwały. Ponieważ nigdy nie uciekamy się do zasady karania, absolutną koniecznością jest dostrzeganie i ciągłe wzmacnianie reakcji pozytywnych - czyli chwalenie. To nie znaczy, że mamy ciągle rzucać się koniowi na szyję. Z reguły podoba się im to dużo mniej, niż nam się wydaje. Pochwała oznacza, że nieustająco przekazuję koniowi pozytywne informacje zwrotne: sygnały mówiące, że podoba mi się to, co właśnie robi. Krótkie: "dobry koń", "taak", "dobrze" lub cokolwiek innego stanowi dla naszego konia zbiór wskazówek, wytycza drogę, którą może bezpiecznie i z zadowoleniem podążać. Jeśli w czasie jednej lekcji daję mojemu koniowi 20 rożnych sygnałów, chwalę go również 20 razy, gdy tylko prawidłowo zinterpretuje moje oczekiwania.

Tyle o tym - teraz do problemu poruszonego na początku. Koń ma nie tylko rozumieć, ale i przełożyć zrozumiane informacje na działanie. Żeby zawsze osiągnąć ten cel, stosuję tę "mantrę": "sygnał - wzmocnienie - pochwała". Co to oznacza ?

Po pierwsze: sygnał zawsze dajemy tylko raz ! Często obserwuję pilnych, zapalonych miłośników koni, jak podczas lonżowania powtarzają regularnie x razy jakąś komendę. W końcu po dwudziestym "galop!" koń faktycznie zagalopowuje. Prawdopodobnie z siodła sygnał do zagalopowania dawany jest równie często. Koń tak (nie)wytrenowany nigdy nie będzie reagował na subtelne pomoce, bo nauczył się, że po pierwszym sygnale nastąpi jeszcze ich jeszcze wiele, więc ma mnóstwo czasu. My postępujemy całkiem inaczej. Właściwie wyszkolony koń zagalopowuje - chętnie, spokojnie i energicznie - jak tylko jeździec o tym pomyśli. Każdy może tak uwrażliwić konia, że będzie reagował na pierwszy delikatny sygnał. By to osiągnąć musimy być absolutnie pewni, że to, czego wymagamy od konia, jest on w stanie wykonać łatwo i chętnie. Do kolejnych etapów szkolenia przechodzimy dopiero wtedy, gdy jesteśmy pewni, że wykonana praca będzie potraktowana jak zabawa i wykonana z radością.

Weźmy stosunkowo łatwe ćwiczenie, przejście ze stępa do kłusa w picadero. Sygnałem dla konia jest, oprócz stosowanej z początku komendy głosowej, nieznaczne uniesienie końcówki bata. Już po niedługim czasie każdy koń nauczy się natychmiast zakłusowywać na lekkie uniesienie bata. Nie muszę chyba mówić, że czyni to bez obawy przed jakąkolwiek karą. Dla naszego konia te komendy są czymś nowym i nieznanym, więc prawdopodobnie nie od razu na nie zareaguje. W takiej sytuacji zamiast tylko powtarzać komendę "kłus!" dajemy od razu sygnał wzmocniony, na przykład wyraźnie słyszalny świst bata. Po tym koń zakłusuje. Kiedy to nastąpi, od razu przerywamy wzmocnienie i chwalimy konia słowem. Przy następnej próbie z pewnością wystarczy znacznie słabsze wzmocnienie, żeby koń zakłusował, a po trzech - czterech minutach odpowie na pierwszy najmniejszy sygnał. Istotne jest tak wyważone zwiększanie stopnia trudności ćwiczeń, by kolejne etapy osiągać używając jak najsłabszych wzmocnień. Po jakimś czasie takiej pracy nawyk natychmiastowej reakcji przeniesie się na wszystkie kolejne ćwiczenia, ponieważ koń będzie umiał błyskawicznie interpretować zrozumiany sygnał. Gdy już na zaawansowanym etapie szkolenia koń tego nie uczyni, prawie na pewno będzie to oznaczało, że nie zrozumiał postawionego przed nim zadania, sygnału.

Teraz jeszcze dwa słowa o nagradzaniu smakołykami podczas pracy. Tutaj opinie się różnią. Część trenerów jest za, część przeciw. Popęd do jedzenia jest jednym z podstawowych popędów zwierzęcia, i według mnie można go wykorzystywać, ale dopiero wtedy, gdy nie ma już żadnych problemów z dominacją. Jeżeli hierarchia nie jest w stu procentach ugruntowana, zacznie się uciążliwe węszenie za przekąską i żebranie, które zniweczy dobrą atmosferę i koncentrację przy pracy. Czyli: nie stosujemy nagradzania smakołykami na początku; gdy natomiast hierarchia będzie jednoznacznie ustalona, może to być świetną pomocą.


Prawidłowe prowadzenie w pozycji dominacyjnej

Wróćmy do praktyki. Oczywiście, nie musimy cały czas chodzić tyłem przed koniem. Jednak z początku ta pozycja umożliwia bardzo dużą kontrolę nad koniem. Po kilku takich zajęciach koń powinien pojąć, że po odpowiednim sygnale ma za nami podążać, utrzymując wyznaczony przez nas odstęp, i zatrzymać się, kiedy my się zatrzymamy, lub na sygnał. To już całkiem sporo. Następne zdjęcia pokazują jeszcze raz przejście z cokolwiek niewygodnej pierwszej pozycji do pozycji ostatecznej. Najpierw utrzymując obrany odstęp od konia spoglądamy w kierunku ruchu, nie tracąc jednak całkiem kontaktu wzrokowego z koniem. Teraz następuje przejście do pozycji ostatecznej, przy czym włączamy do pracy średniej długości bat do lonżowania lub odpowiednio krótki bat do powożenia. Najpóźniej teraz bowiem chcemy zrezygnować z pomocy drugiej osoby i jej wspomagających sygnałów. Jeżeli teraz nasz koń nie ruszy równocześnie z nami, wzmocnimy sygnał nieznacznie machając batem. Gdy zareaguje, pamiętajmy o natychmiastowej pochwale.


Inne ważne punkty:

- Koń musi zawsze pozostawać za nami! W związku z tym ręka prowadząca musi zawsze znajdować się za naszym ciałem.

- Konia należy prowadzać równie często z obu stron, żeby uzyskać równomierne wygięcie.

- Opisany tutaj sposób prowadzenia nie służy tylko do przemieszczania się z koniem z jednego miejsca w drugie. Jest to bardzo istotna faza szkolenia, podczas której koń uczy się reagować na coraz subtelniejsze sygnały. Poza tym służy jednoznacznemu ustaleniu relacji z koniem (dominacja i zaufanie), a także jego wygimnastykowaniu. Osiągamy to po prostu wprowadzając do spacerów różnorakie wolty i wężyki.

- Uwaga konia, który bez przerwy próbuje skubać trawę, niewątpliwie nie jest skupiona na naszej osobie. Od samego początku powinniśmy eliminować uciążliwy nawyk jedzenia podczas pracy. Niestety nie da się tego osiągnąć inaczej, jak tylko - ten jedyny raz - krótkim szarpnięciem za kantar. (Patrz rozdział o karaniu i łagodzeniu.) Jest jednak wiele sytuacji w terenie, kiedy koń może czy wręcz powinien jeść. Czasem mu wolno, czasem nie, i koń się gubi, wynikiem czego są nieustające drobne konflikty. Ja radzę sobie z tym w następujący, bardzo skuteczny sposób: już na pierwszych spacerach z młodymi ogierami wyraźnie zabraniam im się paść, udając się jednak z koniem sporadycznie, ale regularnie w "smaczne" strefy karmienia. Tam zrywam garść trawy i podaję ją koniowi. Koń pojmie bardzo szybko, że może i powinien korzystać z obfitości natury tylko po tym sygnale. Prosta, ale praktyczna i skuteczna metoda.


Jeśli koń nas wyprzedza...

Co robić, jeśli przy prowadzeniu koń nas bezustannie wyprzedza? W praktyce prowadzenie nie jest tak łatwe, na jakie wygląda. Na samym początku utrzymanie konia na właściwej pozycji wymaga - w zależności od typu konia - sporego trudu i wysiłku. Jeżeli nasz koń ciągle usiłuje znaleźć się z przodu, możemy zrobić trzy rzeczy:

Po pierwsze, bardzo łatwo jest przełożyć bat do lonżowania z normalnej pozycji do przodu, tworząc tym samym bardzo wyraźne ograniczenie.
Po drugie, skuteczną i prostą metodą jest regularnie powracać do pierwszej pozycji dominacyjnej.
Po trzecie, można dać się wyprzedzić i w tym samym momencie ruszyć w przeciwną stronę. Koń pójdzie za nami i w ten sposób znajdzie się z powrotem na podporządkowanej pozycji. Jeśli od czasu do czasu powtórzymy ten manewr, koń pozostanie na odpowiedniej pozycji choćby po to, żeby uniknąć uciążliwego zawracania.

W efekcie nasz koń powinien podążać za nami z własnej woli, dokądkolwiek idziemy. Powinien ruszyć, gdy my ruszymy, zwolnić, gdy my zwalniamy i przyśpieszyć, gdy my przyspieszamy kroku - jesteśmy teraz szefem stada, wobec którego koń się orientuje. Długi uwiąz należy zawsze trzymać tak, żeby koń mógł odnaleźć swoje własne miejsce podążając za nami. To bardzo ważne. Z reguły konie prowadzi się o wiele za blisko człowieka.

© 2006 Nasza Szkapa