logo Nasza Szkapa
logo Nasza Szkapa

Forum dyskusyjne

Czat

Szkapowicze

Nasze Szkapy

Nasze Stajnie

Spotkania

Galeria

Poradnik Szkapowy

Dla początkujących

Pytania i odpowiedzi

Tajemnica Join-up

Opracowania

Kącik artystyczny

Pomóż koniom

Linkownia

Strona główna

Join-up by EWIK




Ewik:

Chodziło to za mną od jakiegoś czasu - czemu by nie sfotografować całego procesu join up ? Zadanie przecież nietrudne, a przy okazji można pokazać, że na naszym własnym podwórku też można - Monty już pokazał w Warszawie, że konie czytają jego ksiązki. W czasie prowadzenie obozów nie zawsze był czas ruszyć własnego konia, wzięłam ją więc jednego dnia na kółku, konik trochę wystany, niech się trochę pobawi. Jak to wyglądało - wypuszczamy taką beczkę prochu na okólnik vel round pen, niech sobi poszaleje najpierw, ale pilnuję, zeby nawet podczas spuszczania nadmiaru energii koń ciagle miał uwagę (czyt ucho) skierowaną na mnie. Żeby to zrobić nawet jak sobie harcuje dookoła mnie, cały czas wodzę za nią wzrokiem, moja uwaga skupiona jest na Essi. Czy podskakuje w jedną...



...czy w druga stronę, ucho i tak skierowane na mnie.



Jak Essi trochę sie wyszalała i przeszła do miarowego galopu, pozostawało mi tylko pilnować, żeby jej uwaga była skupiona na mnie i pozwolić sie kobyłce pzrzegalopowac w jedną i druga stronę. Swoim ruchem ciała podążam za jej ruchem. Na tym etapie właściwie gdy nie ma większych niespodzianek, cała zabawa polega na tym, by utrzymac uwagę konia skupioną na sobie.



Dopiero gdy koń przejdzie do kłusa, można z nim tak naprawde zacząć rozmawiać, trzeba jednak pamietać, że najlepszy kłus do rozmowy to taki, w którym koń się juz rozluźni, idzie w równym tempie. A co można robić - zmienić kierunek, pogonić kłusa, zwolnić kłusa, pokazac w całej rozciągłości koniowi, że gadamy po ichniemu. Koń powinien iść do przodu cały czas, ciagle kontrolujemy ucho.

Jak sie na coś zagapi (np. na przechodzące konie)...



...poganiam...



...żeby z powrotem skupić jej uwage na sobie.



I pozostaje czekać na pierwsze oznaki, że koń chciałby już do mnie dołączyć - napierw obracanie nieco pyska w moją stronę, wpadanie łopatką do wewnątrz i wreszcie żucie i memłanie. Niestety żucia nie udało mi sie wyraźnie złapać, Essi nie chciała z tym elementem ładnie pozować, pozostaje uwierzyć na słowyo, że to jest memłanie, trochę to tylko widać po ustawieniu szczęki.



Po żuciu zazwyczaj nie trzeba długo czekać na obniżanie szyi... :) Najpierw w kłusie



...potem pozwalam koniowi zwolnić,...



..."a gdy jak juz idę stępem"...



..."może zaprosiłabyc mnie do środka ?"



Gdy pozwoliłam Essi stępować i przyjęłam postawę bierną, szybko skierowała się do środka koła, poczekała, czy nie odgonię i podreptała do swojej pani... di end!



Aaa jeszcze uwagi - nie twierdzę, że te zdjęcia obrazują podręcznikowy join up, że jak ktoś robi inaczej, to źle, wręcz przeciwnie ! Join up w moim wydaniu wychodzi tak. Jeśli komuś wychodzi inaczej, ale rezultatem jest ufny i zrelaksowany zwierzak łażący za mną krok w krok to zadanie wykonane.

Ułożenie ciała jest ważne, nasze ramię powinno współgrać z łopatką konia, gdy jesteśmy na etapie miarowego kłusa czy galopu, wszelkie zmiany w układzie (obrócenie sie frontem do boku konia, przesunięcie linii barków na zad, przed konia) powinnno zostać przez konia zauważone i powinna nastąpić reakcja. Z tym, że tu jest różnie: jeden koń zareaguje wyraźniej, inny tylko zmieni trochę rytm. Ważny jest tez kontakt wzrokowy. Z tego co zauważyłam, to jak nalezy sie poruszać, jak działać, zależy zaówno od konia jak i od człwoieka. Niektórzy mają takie proporcje ciała, taki układ, że muszą sie nieźle napocić, inni - wręcz przeciwnie. Do tego nalezy dołozyć jeszcze szybkośc reakcji, intuicję i umiejętność podejmowania trafnych decyzji tu i teraz - ci z ogromnym doświadczeniem, jak Monty, działają o wiele szybciej, niż takie robaczki jak ja. W czasie pokazu tak sobie myślałam co powinno być, Monty zazwyczaj to robił, ale wiem ze moja rekacja w realu byłaby mniej wiecej o sekundę wolniejsza, a sekunda to bardzo dużo. Co do bata - nie używam, ani normalnego, ani "warzywnego", mam linę żeglarską, 7 metrów, doskonała do śmigania, machania i rzucania w kierunku konia.



Urwis:

Najczęściej włazi się [na lonżownik] z liną, którą można zwiniętą pomachać albo rzucić w stronę konia. Z batem też można, jest tylko odrobinę mniej wygodny, jak koń zaczyna do Ciebie podchodzić - trzeba nim na tyle sprawnie obracać, żeby go nie zaczepić ani nie przestraszyć jakimś gwałtownym ruchem. Linę zwijasz i z głowy. Wchodzenia z gołymi rękami zdecydowanie nie polecam - jak zaczynasz z koniem rozmawiać niejako jego językiem, to wcale nie musi się od razu poddać, tylko może Ci tak samo odpowiedzieć. Zwłaszcza z ogierem może być na początku śmiesznie. Jak zacznie stawać dęba to lepiej coś w ręku mieć, żeby go odgonić bez konieczności podchodzenia za blisko.

[Ring] niekoniecznie musi być okrągły. Koleżanka ma książkę "Mit pferden tanzen", nazwisko autora wypadło mi z pamięci, taki Monty rodem z Hiszpanii, też naturalny tylko z innej tradycji się wywodzący. Bardzo fajna pozycja, tylko że ja nie znam niemieckiego ani w ząb więc pooglądałem obrazki i prosiłem ją o przetłumaczenie fragmentów. W każdym razie on poleca do ćwiczeń plac kwadratowy, zwany u nich picadero [kwadratowy ogrodzony placyk albo hala, o ścianach długości 10 - 11 metrów.], podobnych wymiarów co kółko do lonżowania. Koń na takim czymś biega niezupełnie po kole, w rogach oddala się bardziej od środka i zmieniając nieznacznie ale ciągle stopień wygięcia kręgosłupa dodatkowo się gimnastykuje (facet w ogóle nie używa lonży, więc zmienna odległość człowiek-koń mu nie przeszkadza). Czy w to wierzyć, czy nie, w każdym razie osobiście sprawdziłem, że rogi nie przeszkadzają - jak konisko w róg wlezie to wystarczy je pogonić, po paru próbach mu się odechce.

A zbudować jest dużo prościej niż okrągłe - w najprostszej wersji wbijasz 4 słupki i rozciągasz taką czerwono-białą taśmę budowlaną do ogradzania wykopów (jak się zdarzy koń, który panicznie się takiej kolorowej taśmy boi, to można z taśmy do elektrycznego pastucha). Kolega na Mazurach nie ma lonżownika, więc jak do niego wpadałem i chciałem się pobawić to przywoziłem taśmę, wycinałem sobie słupki, 5 minut i gotowe. Działa naprawdę dobrze.

Akurat wtedy mniej więcej przywiozłem Urwisa do Warszawy i miałem wreszcie dużo czasu na systematyczne lonżowanie, pracę z ziemi, czy jak to nazwiemy - więc właśnie rozdziały o picadero mnie interesowały. Triki: (...) - zatrzymywanie specyficznym gestem ciała, prowadzący sam sie zatrzymuje z takim 'poślizgiem' z obniżeniem bioder i lekkim odchyleniem do tyłu jakbyśmy chcieli nieco teatralnie pokazać koniowi 'zobacz jak gwałtownie się zatrzymałem' - i on też staje. - zmiany kierunku 'w locie'; normalnie przy lonżowaniu zatrzymuje się konia, przeprowadza w drugą stronę i puszcza, a on tu propagował zmiany dynamiczne - koń sobie tupta (stępem, kłusem, nawet galopem), prowadzący wysuwa się trochę przed niego, odpowiedni gest i zwierzak w biegu zmienia kierunek przez środek koła, takim eleganckim "S". (nie do zrobienia przy lonży zapiętej do wędzidła, możliwe bez lonży, na kantarze albo na kawecanie).

W ogóle facet mi sie bardzo podoba bo dużą wagę przykłada do harmonijnego przemieszczania się względem konia, ty robisz krok tu, koń robi krok tam - stąd to "tańczenie" w tytule. Koniecznie musze dorwać tą książkę w ludzkim języku i ją całą przeczytać, bo tam na pewno jest dużo więcej ciekawych rzeczy.

A tak a propos - myśmy się z koleżanką właśnie tak [biegając z koniem] na zmianę 'lonżowali' (kryjąc się starannie przed widzami bo faktycznie wygląda to szalenie zabawnie) i jest to bardzo pożyteczne. Patrząc z pozycji konia może dużo doradzić tej drugiej osobie. Widać dokładnie, jakie wrażenie jej sylwetka i gesty sprawiają na zwierzaku. Jak się ma pewne pojęcie o możliwych reakcjach konia, to można się pobawić w 'symulator' i wykorzystywać każdy błąd tak, jak to prawdopodobnie zrobi prawdziwy koń. I śmiechu jest przy tym kupa a śmiech to zdrowie...

© 2006 Nasza Szkapa